piątek, 12 stycznia 2018

Anomalie pogodowe - znaki czasu!

Dziś już nikt, zdaje się, nie ma wątpliwości iż wszystko co nazywamy "anomaliami pogodowymi" i wywołane nimi klęski żywiołowe, ma związek z postępującym ociepleniem klimatu. Znajdziemy to; i w materiałach publikowanych przez naukowców, i popularyzatorstwie, ale też w mediach a nawet najmarniejszym dzienniukarzeniu w TV'ach śniadaniowych. W mało której kwestii panuje taka zgodność narracji.
Wystąpiła anomalia (nawalne deszcze, powodzie, gradobicia, śnieżyce, fala mrozów, susza itp.) wiadomo że zawiniło globalne ocieplenie, które wpłynęło na zmiany kierunku przepływu mas powietrza, co wywołało takie a nie inne perturbacje pogodowe. 
Przekaz prosty, trzymający się kupy, zgodny ze światowymi trendami. Że straszy? Owszem ale jest się czego bać! Zobaczmy zresztą sami, moje okolice, dorzecza Dunajca, Białej, Wisłoka i Wisły. "Powódź trwała niesłychanie długo, od 22 aż do 31 lipca. Lato było bardzo mokre, nie dojrzewały oziminy, wymokły zboża jare, wygniły ziemniaki". "W skutek ciągłych wylewów rzeki: Dunajec, Biała, Wisłoka, a nawet i Wątok, malutka rzeczka, Środkiem Tarnowa płynąca, wezbrały do niepamiętnej wysokości i wystąpiły z koryta wyrządzając ogromne szkody".
Rok później - "Mróz, 23 marca, osiągnął 20 stopni, zaraz potem jednak, z końcem marca, wylała Wisła i Wisłoka. W kwietniu nastąpił znowu wylew Wisły i jej dopływów". 16 Lipca przyszła kolejna fala opadów - lało prawie tydzień. Kolejne wezbranie wód zaowocowało rozlaniem się Wisłoki na blisko metr ponad poziom gruntu, Dunajec był 5 razy większy niż "standardowe wezbrania". Nadciągające raz po raz fale powodziowe spowodowały że w regionie Tarnowskim ponad 100 tysięcy osób zostało trwale lub przejściowo pozbawionych dachu nad głową!  Na to wszystko nałożyła się zaraza ziemniaczana... Padło wiele sztuk trzody chlewnej i rogacizny. Mieszkańcom Tarnowszczyzny widmo głodu zajrzało do oczu!


Nie to nie scenariusz filmu katastroficznego, noweli Science-Fiction, ani redakcyjnego materiału Gazety Wyborczej, to fakty; proste, bolesne, pisane suchym kronikarskim językiem.
I dziś zapewne jak jeden mąż wszyscy komentatorzy uznali by to za efekt globalnego ocieplenia... dziś!
Bo pisałem o zdarzeniach sprzed prawie dwustu lat (177 - 179 lat wstecz) z roku 1845 i wcześniejszych.
Zapewne już wtedy emisja gazów cieplarnianych (krowie pierdy i pasterskie ogniska?) spowodowała daleko posunięte zmiany w cyrkulacji mas powietrza i katastrofalne w skutkach anomalie pogodowe. Katastrofalne podwójnie, bo: i niech to będzie memento dla dzisiejszych elit... w 1846 roku wybuchła Rabacja Galicyjska...
Ps. cytaty i wiadomości pochodzą z kart książki Mariana Morawczyńskiego "Rzeź 1846r."